poniedziałek, 25 lipca 2016

Dziecięcy garniec złota - 8 prostych zdań

Nie wolno! Nie rób! Uważaj! Przestań! Pamiętaj! 
Dziecko ze spektrum najczęściej słyszy zakazy, nakazy, upomnienia. Nagradzamy wykonywanie "komend", tablicami motywacyjnymi, zezwoleniem na lubiane czynności, pochwałami, które czasami brzmią jak wyrecytowane przez syntetyzator mowy, tyle w nich emocji... Mało rozmawiamy, mało wyjaśniamy, mało informujemy. Za mało. Nie dzielimy się emocjami, przede wszystkim tymi ciepłymi i dobrymi.


Jeżeli dziecko się nie komunikuje werbalnie, to nie oznacza, że nie słyszy, nie rozumie, nie odczuwa... W sieci, w literaturze specjalistycznej, w opowieściach rodziców roi się od przykładów osób z głębokim autyzmem, które nagle otrzymując odpowiednie narzędzie komunikacyjne zaczęły "mówić". Niekiedy po wielu latach życia w kompletnym, choć pozornym, odcięciu od świata. Oznacza to, że przez cały ten okres dziecko nabywało wiedzę, może niekoniecznie tą, którą byśmy chcieli. Uczyło się. W trudny, ograniczony sposób, niejednokrotnie drogą okrężną. Ale słyszało. Rozumiało. Przyswajało. Skoro nagle potrafi zakomunikować, że coś boli, przekazać informację, odpowiedzieć na pytanie... Przede wszystkim więc wykasujmy i zapomnijmy o tak często powtarzanym: "Kocham go! Ale nienawidzę jego autyzmu!". Na litość boską! Poważnie? Czy z równą łatwością wygłaszalibyśmy analogiczne frazy? Z taką samą lekkością, w obecności dziecka, nawet nie kierując ich do niego, ale do przyjaciółki, lekarza, dziadków? "Kocham go, ale nienawidzę jego leworęczności!" "Kocham go, ale nienawidzę jego dysleksji!", "Kocham go, ale nienawidzę jego ścisłego umysłu!", "Kocham go, ale nienawidzę jego koloru skóry!", "Kocham go, ale...".
Deprecjonujemy ważną cechę naszego dziecka. Wartościujemy i nacechowujemy negatywnie część jego samego, co więcej coś na co nasze dziecko nie ma wpływu, żadnego. A powtarzając ten przekaz wciąż i wciąż, tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu wdrukowujemy mu, że ma się zmienić, bo jest nieakceptowane. Pal licho, że na dworze ludzie nie rozumieją wielu mniej typowych zachowań. Mniejsza z tym, że dalsza rodzina sypie złotymi radami na cudowne "ozdrowienie". To dziecko w rodzinnym domu otrzymuje komunikat, że coś z nim jest nie tak.

A jak często wyrażamy słowami nasze uczucia pozytywne? Skąd dziecko ma mieć tzw. "wewnętrzny garniec złota" (Simon Baron-Cohen)? Słowa akceptacji i miłości ze strony rodziców to fundament na całe życia. Dla każdego człowieka. Dzieci, szczególnie ze spektrum, raczej nie domyślą się z gestów, mimiki i naszego zachowania. Ale każde dziecko powinno słyszeć takie słowa, jak najczęściej:

1. "Lubię być z Tobą."
Tak zwyczajnie. Stwierdzenie faktu. Nawet mimochodem wypowiedziane. Po mile spędzonej chwili, dłuższej lub krótszej. Kiedy odczuwamy wewnętrzny spokój, satysfakcję i uśmiechamy się.
Wiecie kiedy ja włączyłam to zdanie do codziennych rozmów? Gdy wieczorem mój własny syn po długiej i wyczerpującej intelektualnej rozmowie (dla mnie wyczerpującej rzecz jasna ;) ), objął mnie swoją rączką i wypowiedział właśnie te słowa. "Lubię być z Tobą". Dziecko ze zdiagnozowanym autyzmem pokazało i nazwało uczucia, o których ja nawet wcześniej nie pomyślałam. To mi uświadomiło, jak bardzo złożone jest spektrum i jak wiele jest jeszcze do odkrycia. Ile rzeczy może mi uzmysłowić, pokazać i nauczyć mój osobisty Syn Idealny.

2. "Wow! Ale jesteś mądry."
Podstawowy fakt - dzieci głupie nie są. Żadne. Są przerażająco bystrymi obserwatorami. O czym my rodzice przekonujemy się w najmniej komfortowych sytuacjach ;). O genialnej pamięci, co prawda nieco wybiórczej, nie muszę już dodawać, prawda? ;)
Jedynie sposób przetwarzania informacji jest zupełnie odmienny u dzieci ze spektrum i tych w normie rozwojowej. A to rzutuje na sposób myślenia, procesy decyzyjne, podejmowane działania. Jednak tutaj nie chodzi o to, żeby chwalić dzieci za zmianę biegu wydarzeń świata lub odkrycie na miarę Nobla. Tylko o codzienne sytuacje. Może za zaskakujący komentarz, może za wyjątkowy sposób wykorzystania typowych przedmiotów, może za intrygującą zabawę, kiedy zrozumiemy jej sens...

3. "Uwielbiam rozmowy z Tobą."

Wydaje się, że tyczy to się głównie dzieci komunikujących się werbalnie. Tak nie jest, bo rozmowa może przybierać najróżniejsze formy. Więc chwalmy i cieszmy się każdym komunikatem. Niech dziecko otrzymuje przekaz zwrotny, że to jest super. Rozmowa jest super. Każda. Ta makatonem czy PECSami też. Przy użyciu zarówno mówika, jak i języka migowego. Zawsze komunikacja jest fajna, bo pozwala budować relacje. A przy dzieciach wyżej funkcjonujących mówmy, mówmy i jeszcze raz mówmy. Ja się śmieję, że po dłuższej rozmowie z Młodym mój mózg przypomina konsystencją biszkopt. Wiecie, taki świeżo upieczony, ledwo co wyciągnięty z piekarnika, jeszcze parujący ;). I jestem z tego powodu przeszczęśliwa! Naprawdę uwielbiam nasze rozmowy. Kiedy łapiemy kontakt, wywiązuje się dialog, a ja poznaję jego sposób myślenia, gdy wciąga mnie w swój niesamowity świat wyobraźni, pamięci i przeżyć. I mówię mu o tym - Synu, kocham nasze rozmowy :).

4. "Dasz radę! Spróbuj! Możesz!"
Na Facebooku pod jednym z postów został poruszony temat nadopiekuńczości. Nie będę go teraz rozwijać, ale nie ograniczajmy dzieci w podejmowanych próbach działania. Człowiek uczy się najefektywniej przez doświadczanie. Nic tak skutecznie nie pozwala przyswoić szeroko pojętej wiedzy, jak możliwość "poczucia" jej, jak największą liczbą zmysłów. Nikt nie urodził się geniuszem. Ludzie, co najwyżej rodzą się z talentem, ale bez nakładu pracy, wielokrotnych prób owe zdolności nie miałyby szans na rozwinięcie skrzydeł. Więc nie podcinajmy ich na wstępie. Zachęcajmy. A na pytanie "Mamo, Tato, czy mogę...?" jak najczęściej odpowiadajmy - Tak!

5. "Jesteś idealny."

Pierwsze, co się ciśnie na usta - to nikt nie jest idealny. To prawda. Ale te słowa to wyraz mojej matczynej akceptacji i miłości. Dla mnie, jako rodzica mój syn jest idealny, do uargumentowania tego stwierdzenia wystarczy mi sam fakt bycia matką :). Możemy użyć innych, dowolnych słów Aby tylko ten komunikat był szczery i był wysyłany jak najczęściej. Można powiedzieć, że "Kocham Cię", "Uwielbiam Cię", "Jesteś niesamowity/niezwykły/wyjątkowy". Budujemy przez to poczucie własnej wartości u dzieci. To ona pozwoli znaleźć im akceptację w społeczeństwie. Jeżeli one same, w dorosłym życiu, nie zaakceptują siebie, to tym bardziej nie dadzą ku temu przesłanek otoczeniu.

6. "Jestem dumna z Ciebie."
Chwalmy za dokonania na miarę rzeczywistych możliwości dziecka, a nie naszych wyobrażeń. Zobaczmy działania dziecka w świetle tego kim i jakie ono jest, a nie tego co robi jego kuzyn czy córka sąsiadki zza ściany :). Nie ścigajmy się w kolejnych umiejętnościach, bo inne dzieci to już dawno... Nosi jeszcze pampersy? To pochwalmy za posadzenie misia na nocnik lub za podanie nam papieru, gdy sami jesteśmy na toalecie (wszyscy wiemy, że samotne wizyty w toalecie są dobrem utraconym po narodzinach potomstwa na kilka ładnych lat ;) ).


7. "Dziękuję. Proszę. Przepraszam."
Używajmy tych słów na co dzień w komunikacji z dzieckiem. Nawet jeśli nie mówi, niech słyszy je jak najczęściej. Podejdźmy do niego z szacunkiem i kulturą, jaką sami chcielibyśmy otrzymać zwrotnie. Jak coś nam przynosi powiedzmy "dziękuję", gdy niechcący wpadniemy na nie rzućmy "przepraszam", jeżeli podajemy kubek z herbatą dołączmy słowo "proszę". I jeżeli po milionowym upomnieniu dziecię w końcu założy czapkę lub kurtkę też za to podziękujmy :). W końcu zrobiło to na czym nam zależało, niech ma świadomość, że doceniamy to.

8. "Co chciałbyś teraz zrobić?"
Dzieci ze spektrum nie lubią otwartych pytań. Są zbyt ogólne. Przy tych wysokofunkcjonujących, oczywiście możemy się o takie pokusić. Jednak w tym przypadku, moim głównym przesłaniem jest pozwolenie na dokonywanie wyborów przez dziecko. Zazwyczaj to my decydujemy w większości kwestii. Od ubioru, przez posiłki, po plan aktywności i zabawy. Te ostatnie oczywiście też najlepiej o wydźwięku terapeutycznym ;). Zasugerujmy dwie, trzy lubiane czynności na spędzenie najbliższych 30 minut. A może nawet zróbmy "dzień dziecka" i on niech zaplanuje cały luźniejszy dzień? Może niech wybierze z dwóch możliwości, co chciałby na kolację. Zapytajmy, jaką koszulkę dziś zakładamy. W nasze rozpisane schematy i plany wpuśćmy nieco decyzyjności dziecka. Efekt jest nie do przecenienia. Zwiększymy elastyczność, powiążemy przyczynę ze skutkiem i pozwolimy uczyć się na błędach. Jak w upalny dzień założy zimowe rękawiczki to przekona się empirycznie, że pogoda warunkuje ubiór, i przed założeniem sandałów warto sprawdzić czy za oknem nie grzmi i nie leje ;).

Wyposażmy nasze dzieci w to co jest najważniejsze w życiu każdego człowieka - wewnętrzny garniec złota. Zbudujmy ich poczucie własnej wartości, nauczmy akceptacji i szacunku, wzbudźmy nieustającą ciekawość życia. Pokażmy, że świat jest piękny, pamiętając przy tym, że świat każdego dziecka zaczyna się w domu rodzinnym.
Follow my blog with Bloglovin

2 komentarze:

  1. Artykuł bombowy! Aby tak pisać trzeba czerpać wiedzy ale przede wszydtkim z serca!

    OdpowiedzUsuń