środa, 3 sierpnia 2016

Myślę, więc jestem - w JAKI sposób myślimy? cz.1


Kartezjusz miał rację, prawda? Cogito ergo sum. Homo sapiens sapiens. Nie instynkty, tylko procesy poznawcze. Jak pięknie to brzmi w teorii, ale wracając do meritum...

Myślimy - to fakt niepodważalny. Ale czy myślimy o myśleniu? Czy zastanawiamy się co to znaczy - myśleć? Czy rozważamy w jaki sposób myślimy? I czy potrafilibyśmy wyjaśnić czym jest proces myślowy?

To jedno z takich zagadnień, które rozumiemy intuicyjnie. Nie roztrząsamy go i nie zastanawiamy się nad nim. Wystarczy, że on jest i przebiega nieustannie. Ale to jedno z tych pojęć, których definicja wymyka się ramom, a już na pewno na poziomie rozumowania czterolatka. Przynajmniej mojego ;). Większość dzieci znaczenie słów abstrakcyjnych łapie z kontekstu. Ja muszę ten kontekst unaocznić, wyjaśnić, wytłumaczyć. I powtórzyć. I potem jeszcze raz. I jeszcze. Aż wykształci się automatyzm. Łatwo pokazać i zrozumieć coś namacalnego, ale myśli... Przyjrzyjmy się poszczególnym drogom analizowania z bliska.

Myślenie słowami, werbalne


W ten sposób myśli większość ludzi. Oczywiście mogą sobie coś zwizualizować, ale jest to proces drugiego rzędu i wymaga interakcji z ich strony. Gdy się je poprosi, by sobie wyobraziły np. kota, widzą najczęściej uogólnionego kota (wyjątkiem są posiadacze kota, oni widzą własny egzemplarz). Ja mam przed oczami obraz konkretnego zwierzaka, z którym Syn Idealny niedawno się bawił. Widzę kontekst sytuacyjny, otoczenie, kolor trawy, w co syn był ubrany. Odtwarzam w umyśle nagrany film, w jaki sposób kot się poruszał. Pamiętam jaka była pogoda. To się dzieje automatycznie. Mogę z łatwością przeskoczyć do kolejnego obrazu, który zachowałam w pamięci, z książki, z przeszłości. Małe i duże, dzikie i domowe, animowane i realne. Ale wszystkie są zrzutami z konkretnego ekranu, a przy zagłębianiu się w szczegóły, widzę film, pamiętam często szczegóły towarzyszące, warunki atmosferyczne, zapach, ruch, dźwięk. Wszystkie są osadzone w konkretnych realiach.

Przy myśleniu słowami mamy do czynienia z rozumowaniem liniowym, logicznym i sekwencyjnym, nawiązującym do struktur językowych - słyszy się mowę. Nośnikiem wszystkich informacji są słowa. Możemy zareagować zarówno na dźwięk nadjeżdżającego pojazdu, jak i na słowo "Samochód!". Łatwiej tu o myślenie abstrakcyjne, które opiera się o doświadczenia, dlatego też w pełni funkcjonuje dopiero od 15 roku życia. Charakteryzuje się trzema cechami - jest oderwane, uogólnione i społeczne. Dlatego też dzieci ze spektrum mają problem z tym typem myślenia. Można ten rodzaj określeń wizualizować dopiero mając różnorodny bagaż przeżyć.  I to właśnie mowa doprowadza do uogólnień, do powstania takich pojęć jak miłość, czas, przyjaźń, wartości.

A jeśli jest problem ze zrozumieniem sensu komunikacji, mową jako taką, a do tego dziecko myśli obrazami...? Na razie pozostawię to pytanie otwarte.

Myślenie obrazami, wizualne, niewerbalne

Zdecydowana większość osób ze spektrum cechuje się tym stylem rozumowania. Choć oczywiście nie wszyscy. Podobnie jak nie wszystkie osoby z normy rozwojowej myślą werbalnie. Ale statystycznie zdecydowanie częściej mózg autystyczny jest nakierowany na wizualizowanie. Wiąże się z tym, np. proces odpowiedzi, nawet na proste pytanie, może to zajmować więcej czasu. Trzeba przełożyć usłyszane słowa na obraz, a później własną odpowiedź, którą się przecież "widzi", przetłumaczyć raz jeszcze na werbalny komunikat.

Rozwiązywanie problemów też ma odmienny charakter. Większość z nas przy szukaniu odpowiedzi na jakieś zadanie myśli sekwencyjnie, po kolei analizuje kolejne składowe. Akcja-reakcja, przyczyna-skutek, kolejne kroki. Osoby wizualizujące rozpatrują problem całościowo, próbując dopasować odpowiedni element, jak w puzzlach. A to wbrew pozorom sprzyja większej kreatywności. Można na zagadnienie spojrzeć pod różnym kątem, obrócić, sprawdzić, poszukać brakującej części, bo może próbujemy dopasować element nie od tego schematu ;).

Teoria względności Einsteina opiera się na obrazie. Jako ciekawostkę dodam, że miał problem z opracowaniem matematycznym swego odkrycia i niewiele brakowało, a ktoś by go uprzedził :). Faraday, Da Vinci czy Maxwell też posługiwali się obrazami. Feynman zrewolucjonizował fizykę kwantową, bo ją opisał za pomocą diagramów. Wielopiętrowe równania zostały uproszczone do schematycznych rysunków, które doskonale obrazowały zagadnienie i umożliwiały zrozumienie problemu w kilka godzin, zamiast paru miesięcy.

Teoria względności
Elementy diagramów Feynmana
Dyslektycy myślą obrazami. Rzeczowniki łatwo powiązać z konkretnym wyobrażeniem. Trudności pojawiają się przy słowach-pułapkach (nienamacalnych), przysłówkach, przyimkach, niektórych czasownikach, mówi się wtedy o tzw. białych plamach. "Na", "w", "raczej", "wcale", "mieć" - jak sobie to wyobrazić, bez kontekstu, w czystej formie?

Przy myśleniu niewerbalnym łatwo o pozornie niezrozumiałe połączenia. Dlaczego dziecko mówi o cieście truskawkowym, gdy jest szczęśliwe? Wiąże te słowa z poczuciem komfortu i zadowolenia, które czuło, gdy jadło ten wypiek w pewien niedzielny poranek na pikniku. I potem w wyniku skojarzenia, gdy odczuwa podobne emocje, wspomina owo "ciasto truskawkowe".

Podobnie jak trudne do zrozumienia, absurdalne przeskoki w toku rozmowy. Dziecko opowiada nam o helikopterze, który widziało w drodze do przedszkola, i nagle przeskakuje do pytania o dziadka. Proces teoretycznie całkowicie niespójny. Dopóki nie spróbujemy go przeanalizować od wewnątrz, zamiast oceniać z zewnątrz. Helikopter - pojazd - fajny samochód - czerwona mazda - dziadek (posiadacz owej mazdy) :).


Mózg osoby myślącej obrazami można porównać do ogromnej wyszukiwarki. Temple Grandin stawia hipotezę, że twórcy Google'a musieli rozumować w ten sposób. I trudno się z tym nie zgodzić. Aby wyszukiwarka działała poprawnie musi mieć ogromną bazę danych. Bez zasobów wyszukiwanie będzie zwyczajnie nieskuteczne. Dlatego tak ważne jest rozmawianie, pokazywanie i zabieranie w różne miejsca dzieci. By miały czym wypełniać własne "dyski" pamięci. A jak powszechnie wiadomo pamięć mają, bardzo często, niezwykle pojemną. Im więcej informacji tym łatwiej o połączenia, o kategoryzowanie, generalizowanie, wnioskowanie i dochodzenie także do pojęć abstrakcyjnych.

Model działania mózgu, jako wyszukiwarki może również wyjaśniać, dlaczego osoby ze spektrum przez długi czas pozornie nie odnotowują żadnych postępów, by po jakimś czasie zaliczyć ogromny skok, a rozwój w danej sferze zaczyna postępować wręcz w rozkładzie wykładniczym. Można to wyjaśnić na przykładzie dużego worka z puzzlami. Nie wiemy, co mamy ułożyć, nie ma dołączonej ilustracji. Mozolnie próbujemy dopasowywać do siebie poszczególne części. Na początku idzie bardzo powoli, poruszamy się zupełnie po omacku, ale wraz z każdymi kolejnym częściami, które znalazły swoje miejsce jest nam coraz łatwiej i działamy sprawniej. I nagle - Eureka! Dostrzegamy obraz, wiemy już co układamy, a sama czynność może stać się już przyjemnością, a nie syzyfowym wysiłkiem. Tak właśnie możemy spojrzeć na dzieci ze spektrum myślące obrazami. Zazwyczaj ludzie otrzymują teorię i zbierają informacje, by ją potwierdzić lub odrzucić. Ludzie ze spektrum mogą zrobić to w odwróconej kolejności, najpierw gromadzą dane, analizują, a później na ich podstawie formułują tezę.

Do Syna Idealnego w wieku ponad 3 lat, przy przeziębieniu rzuciłam, że muszę mu podać syrop, bo ma gorączkę. A on kompletnie zagubiony pokazał na swoją rączkę z wielkim znakiem zapytania w oczach. No, bo przecież Go-Rączka :). Potem wysoką temperaturę powiązał z termometrem, bo najczęściej to słowo padało, gdy go widział. I dopiero w końcowym etapie, w toku nabywania doświadczenia, rozwoju komunikacji i poszerzanie zasobów wiedzy, zrozumiał, że jest to stan samopoczucia. Nie mogłam mu tego od razu zwizualizować, no bo jak? Umielibyście narysować gorączkę? Mówimy o dziecku, które posługuje się biegle taką terminologią, jak most zwodzony, wieża kontroli lotów, materac sprężynowy, pterodaktyl, mamut, samolot pasażerski, samolot turystyczny. A nie ma zielonego pojęcia, co oznacza "kłamstwo", czy "wymyślenie czegoś". Ach te zawiłości pojęć abstrakcyjnych i niematerialnych :).

Najłatwiej zobrazować twierdzeniem Pitagorasa te dwa różne sposoby postrzegania tego samego zagadnienia:
- myślenie algebrą (zdecydowanie bardziej werbalna): a2 +b2 = c2
- myślenie geometrią (100% wizualna):

Jeżeli dziecko nie czuje się w algebrze odpuśćmy, może się okazać wybitne w trygonometrii. Albo w muzyce. Niech posiądzie podstawy, a później pozwólmy mu się wyspecjalizować. Znacznie łatwiej będzie mu przebrnąć przez system edukacji, który niestety nie sprzyja myśleniu wizualnemu. Od uczniów wymaga się wykucia na pamięć poszczególnych elementów, bez nakreślenia ogólnej koncepcji i większej całości. A wiem po sobie, jak trudna jest nauka pamięciowa, gdy nie rozumie się mechanizmów i nie widzi kontekstu.

***Moją inspiracją i w dużej mierze źródłem wiedzy są publikacje i wystąpienia Temple Grandin. Warto po nią sięgać, jak najczęściej, bo w wyjątkowo przystępny sposób przedstawia sposoby myślenia i działania umysłów ze spektrum.




Follow my blog with Bloglovin

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz