czwartek, 11 sierpnia 2016

Nie chcę mieć grzecznego syna



Dzieci mają być posłuszne, grzeczne, dobrze wychowane. Używać słów - dziękuję, proszę, przepraszam. Szanować starszych. Nie przeklinać, nie złościć się, nie komentować, nie przerywać, nie krzyczeć, nie histeryzować. Nie przeszkadzać...


A ja przekornie chcę, żeby Syn Idealny był świadomy, samostanowiący o sobie, myślący i niezależny. Aktywny, wrażliwy, ciekawy świata i ludzi. Wielkie słowa jak na czterolatka, prawda? Zwłaszcza w odniesieniu do autyzmu. Uczymy dzieci wzorców i schematów reakcji. Nagradzamy poprawne zachowania. Ale czy przewidzimy wszystkie możliwe scenariusze? Czy przy okazji wyjaśniamy i tłumaczymy, zamiast tylko wymagać? Dlaczego dziecko ma się zachować w ten, a nie inny sposób? Czy ono będzie potrafiło dostosować się i zmodyfikować własne postępowanie? Zabawa w piaskownicy rządzi się innymi prawami, niż dzień wagarowicza w podstawówce. Przywitanie z babcią to inne słowa, niż ze znajomymi z gimnazjum. Joanna Ławicka, z Fundacji Prodeste powtarza bardzo ważną rzecz: Grzeczne, nie znaczy Społeczne. 



Przypomnijmy sobie nas samych z okresu dorastania. Czy byliśmy grzeczni? Nie sądzę :). Ale na pewno byliśmy społeczni. Wchodziliśmy w interakcje i relacje, nawiązywaliśmy sojusze, łamaliśmy nakazy, wagarowaliśmy, próbowaliśmy zabronionych papierosów i alkoholu, kłamaliśmy. A mimo to wielu z nas, okres dorastania i wczesnej dorosłości, wspomina z uśmiechem, jako czas kiedy zawiązywaliśmy pierwsze znajomości i przyjaźnie towarzyszące nam do dziś. Uczyliśmy się życia, bo go próbowaliśmy, testowaliśmy na najdziksze sposoby. Owszem często się sparzyliśmy, ale pokażcie mi roczniaka, który nauczył się chodzić bez wielokrotnych upadków. Zdobywaliśmy doświadczenie, ukierunkowywaliśmy się na to kim teraz jesteśmy i czym obecnie się zajmujemy.

I smutno mi się później czyta wypowiedzi rodziców, że ich syn/córka nie sprawia problemów, jest posłuszny. Wielokrotnie chciałabym się zapytać, czy to dziecko zna siebie, wie czego chce, kim jest, do czego dąży? Tak jakby "grzeczność" była ukoronowanie naszych wysiłków terapeutycznych i wychowawczych. Nie zrozumienie świata, nie jego poznawanie, nie próby samodzielnego dostosowywania się, tylko karność i posłuszeństwo. Żeby nie fiksowało w miejscach publicznych, żeby grzecznie się witało, żeby nie protestowało przy narzucanych aktywnościach, żeby natychmiast reagowało na nasze polecenia.

Sytuacja 1


Syn Idealny wyrwał przed siebie na rowerku biegowym. Jechał nie słysząc otaczającego go świata. Zawołałam go dwa razy, żadnej reakcji. Puściłam się pędem za nim, bo z niebezpieczną szybkością zbliżał się do ruchliwej ulicy, niby ma wpajane bezwarunkowe zatrzymywanie się przed każdą drogą i zaczekanie na opiekuna, ale wystarczy ułamek sekundy do nieszczęścia. Gdy leciałam z rozwianym włosem i sercem w przełyku, uprzedziła mnie jakaś młoda dziewczyna, chwytając za jego kierownicę. On dopiero wtedy zaskoczony i wyrwany ze swojego świata obejrzał się do tyłu. Gdy po dłuuugich dwóch sekundach byłam przy nim, czułam złość wymieszaną z przeogromną ulgą. Kucnęłam przy synku, głęboko odetchnęłam i spojrzałam w te najpiękniejsze, ciemne oczy, które patrzyły na mnie z wielkim znakiem zapytania. Mogłam nakrzyczeć, mogłam się zezłościć na tak bezmyślne zachowanie, mogłam ukarać. Zamiast tego pokazałam moje uczucia. Wskazałam ruchliwą ulicę, wyjaśniłam, że bardzo się bałam, że wpadnie pod samochód, że zrobi sobie krzywdę. I położyłam jego małą łapkę na moim szybko walącym sercu i zapytałam - "czujesz jak mocno bije mi serce? Tak bardzo się bałam o Ciebie." Co zrobił wówczas mój Syn Idealny? Mocno objął mnie rączkami i przytulił do siebie...

Zmusiłam do myślenia i to myślenia też o drugiej osobie. Unaoczniłam, że konsekwencje naszych czynów dotykają też naszych bliskich. Uniknęłam łez, nerwów i złości. A syn w drodze powrotnej trzymał się mnie już blisko.

Sytuacja 2


- Mamo Jaś Iksiński nazwał mnie małą pierdołą!
- A kiedy to było?
- W piaskownicy, chciałem zbudować drogę dla pociągów, a wtedy Jaś Iksiński i Rafał nazwali mnie małą pierdołą!
- I co zrobiłeś, zawołałeś ciocię (wychowawczynię w przedszkolu)?
- Nie! Poszedłem do niej!
- I co Pani zrobiła?
- Powiedziała, że są bardzo niegrzeczni.
- Ok, to następnym razem, jak ktoś Ciebie tak nazwie, to powiedz, że go nie lubisz, nie będziesz się z nim bawił, i że jest głupi!
- O! Tak! Powiem, mu że jest mały, głupi duch! - syn cały rozpromieniony, że uzyskał rodzicielskie przyzwolenie na użycie taaakiej inwektywy, jak "głupi".

Uczę, że jak ktoś go bije, a nie ma reakcji otoczenia, to może oddać. Patologicznie, prawda? Ale wychodzę z założenia, że wolę być wzywana do szkoły na dywanik i tłumaczyć zachowania syna, niż pozwolić zrobić z niego kozła ofiarnego. Z dorosłymi ja sobie poradzę, chcę żeby on umiał poradzić sobie z rówieśnikami. A nie ukrywajmy szkolne życie to dżungla, kto nie pasuje jest wyrzutkiem, w najlepszym przypadku. Dzieci potrafią być bezmyślnie złe i okrutne. Pamiętacie "Władcę much" Goldinga? Chcę pokazać, że grzeczność tak, owszem, ale nie zawsze i nie wszędzie. Dlatego tak ważna jest elastyczność i modulacja zachowań. I poczucie własnej wartości, by byle kto nie mógł jej podważyć. Mówimy o dziecku, które na chwilę obecną nie rozumie żadnych gier słów, ironii, czy powiedzeń. Które przy zabawie w chowanego, na rzucone w przestrzeń, "ciekawe, gdzie się schował synek?" Wyciąga łapkę do góry i woła "tutaj!". Który nie potrafi kłamać. Ba! Nie rozumie idei kłamstwa. Na pytanie o największe nawet nieposłuszeństwo, zawsze odpowie szczerze i wskaże na osobę winną, nawet jeśli jest to on sam.

Sytuacja 3


Wieczorna histeria. Po prysznicu nie pozwoliłam na zabawę, bo celowo mnie oblał prysznicem od stóp do głów i przy okazji zalał pół łazienki. Wrzask, płacz i rozhisteryzowanie na całego, nie pozwolił się wysuszyć, ani ubrać. Poleciał do sypialni, gdzie wykrzyczał, że mnie nie kocha, i że jestem głupia! I super, dał ujście emocjom. Wyładował kłębiące się uczucia na pościeli rozrzucając i tarmosząc ją. A jak trochę przycichł, to mąż poszedł przytulić i wyciszyć. Potem ja dokończyłam wieczorne rytuały, ubrałam, poczytałam i odbyłam przy okazji taką rozmowę:
- Wiesz, jest mi bardzo przykro, że nazwałeś mnie głupią, strasznie mi smutno, jak mnie tak nazywasz.
- Przepraszam, już nie będę.
- Kocham Cię, cały czas, wiesz? Nawet jak czegoś zabraniam, czy nie pozwalam. Nawet jak nie lubię, to straaaasznie Cię kocham. I nie lubię się kłócić.
- Nooo, ja też nie lubię się złościć i kłócić.
- Ale chyba czasem musimy, żeby pokazać nasze uczucia...

Strasznie trudne tematy jak na przedszkolaka, ale jak teraz nie zacznę to później nie będę miała punktu zaczepienia. Jeśli mogę tłumaczyć efektami wulkanicznymi wyginięcie dinozaurów, rozrysowywać układ słoneczny przy okazji usłyszenia słowa "Kopernik", to mogę i trochę na wyrost rozmawiać o emocjach. Pokazywać, że uczucia nie są złe. To sposób radzenia sobie z nim może być niewłaściwy i raniący innych. Jeśli nie potrafimy okiełznać rwącego potoku złości i frustracji to musimy nauczyć się go przekierowywać. Człowieka, który w miejscu pracy rzuca krzesłami raczej nie zaakceptuje się, ale osobę która w przypadku niepowodzenia rozpłacze się w łazience lub wyżyje po godzinach na siłowni, już jak najbardziej. Chciałabym, żeby mój syn miał świadomość swoich poczynań. Myślał zanim coś zrobi, czy powie. Suche wyuczenie schematu, rozpisanie scenariusza nie zapewni mu samodzielności w życiu. Własne odkrywanie swoich pragnień i cech, drogą prób i błędów - może.


Relacje społeczne zmieniają się szybko, nieustannie podlegają modyfikacjom, mają tak wiele zmiennych. Rzeczą niemożliwą jest wyuczenie tu schematów. Sam rytuał powitania, czy pożegnania zależy od okoliczności, osób biorących w nim udział, ich zachowania i reakcji. Podobnie jak:
Popularne szanujmy starszych, ale czy wszystkie osoby starsze zasługują na szacunek?
Nie depcz trawników i zieleni - ok, a co w przypadku zagrożenia życia, zdrowia lub ogromnego pośpiechu, bo lecimy na życiową rozmowę o pracę lub po prostu chcemy posprzątać po psie?
Nie wolno bić - nigdy?
Nie krzyczymy - a wzywanie pomocy lub chęć zwrócenie na siebie uwagi w szczególnych okolicznościach?
Nie otwieramy drzwi nieznajomym - kto to jest nieznajomy? Co z sąsiadem, policjantem, czy kurierem?
Nie wolno przeklinać - dlaczego...? A czy Ty, nigdy nie przeklinasz? W jakim wieku można zacząć, w jakich okolicznościach, przy jakich osobach, hmm?
Nie jedz rękami, używaj sztućców - a co z pizzą, frytkami, w czasie pikniku czy w zaciszu domowym?

Tych i wiele innych pytań i sytuacji, gdzie nie ma gotowych wzorców. A uczenie i nagradzanie schematycznego postępowania nie nauczy dzieci rozumieć. Owszem jest to dużo trudniejsze, zwłaszcza dla nas - opiekunów, znacznie bardziej wymagające zaangażowania. Łatwiej powiedzieć "bo tak", niż pochylić się i spróbować wytłumaczyć, często, coś czemu wcześniej nie poświęciliśmy nawet chwili naszych rozmyślań. Zwłaszcza przy analitycznych umysłach i dociekliwości dzieci ze spektrum, które nie zadowolą się byle czym :).

Nie uczmy dzieci bycia grzecznymi. Nauczmy je myśleć. O innych, ale też o sobie. Follow my blog with Bloglovin

2 komentarze:

  1. Wypisz wymaluj moja relacja z córką (ZA) - szkoda tylko, że mąż zupełnie tego nie rozumie.... Jego uczono schematami i tyle...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na męża polecam "pranie mózgu", jak się śmieję. Powtarzanie wciąż tego samego, popieranie tego przykładami z życia Waszego, że ZA to nie koniec świata, że schematy pomagają, ale to nie dzięki nim świat idzie do przodu, że to inne spojrzenie rozwija nas - ludzi, technologię i społeczeństwo.

      Usuń