sobota, 17 września 2016

Nasze podróże - Wrocław w trzy dni


Matka wariatka, jak sama nazwa wskazuje lubi porywać się na rzeczy przez większość postrzegane, jako nienormalne, a już na pewno nietypowe. Autorka tej strony musiała odwiedzić Wrocław, nie dla przyjemności, tylko dla odwiedzenia paru urzędów i pozałatwiania kilku spraw, których odłożyć bardziej już się nie dało. Niestety mogła wybrać się tylko na trzy dni i w tym czasie musiała wszystko dopiąć. Zamiast, więc zaplanować podróż w czasie kiedy ojciec mógłby się synem pierworodnym zająć, pomyślała, że weźmie dziecię ze sobą. Jak pomyślała, tak zrobiła :).


Schody zaczęły się już przy poszukiwaniu noclegu. Nie wiedzieć, czemu na booking.com czy trivago na interesujący weekend została garstka ofert w cenach przekraczających możliwości finansowe oraz/lub granice zdroworozsądkowe. Matka jadąc sama mogłaby się przespać nawet i w hostelu, czy u znajomych na kanapie, niestety dziecko 4-letnie wymusza jednak już jakieś udogodnienia, i to nie dla wygody rodzicielskiej, ale dla zachowania zdrowych zmysłów matczynych. Matka i ojciec wisieli na telefonie pół dnia próbując coś znaleźć, i przy z kolei ósmym kontakcie tajemnica została rozwikłana. Maraton we Wrocławiu. 6 tys. zawodników, plus organizatorzy i osoby towarzyszące. Miejsca były wyrezerwowane już z dwumiesięcznym wyprzedzeniem. Nic to. Matka się nie poddaje i uruchamia kontakty i znajomości. Sukces! Udaje się znaleźć interesujące nas mieszkanie...

Tak, mieszkanie. Jestem wielką fanką tzw. apartamentów na doby, czyli wynajmu krótkoterminowego, na który moda przywędrowała do nas z zachodu. Zwłaszcza chwalę sobie tego typu noclegi przy podróżach z dzieckiem. Otrzymuje się na analogicznych zasadach, jak pokój hotelowy, mieszkanie. Ze świeżą pościelą i kompletem czystych ręczników oraz wifi, czy tv z kablówką. Co jest przewagą? Dla mnie przede wszystkim kuchnia, wyposażona w podstawowe utensylia, jak zastawa stołowa, sztućce, garnki, czy patelnia. Plus lodówka i kuchenka, umożliwiająca swobodne przygotowanie posiłków, śniadaniowo-kolacyjnych, a dla chętnych również obiadów. W wielu na wyposażeniu jest pralka, suszarka, czy żelazko, (choć warto o to dopytać), co jest dość istotną zaletą przy dłuższych pobytach, zwłaszcza z dziećmi. Ponadto powierzchnia, jednak zazwyczaj nawet w małej kawalerce mamy więcej miejsca, niż w średnim standardzie pokoju hotelowym. Przy niektórych jest również opcja wykupienia śniadań, czy transportu z/na lotnisko/dworzec kolejowy. Wystarczy w google wpisać interesujące Was miasto + apartamenty na doby, a wyświetlą Wam się całe listy ofert. Podobnie jak przy hotelach, od kawalerek w przeciętnym standardzie po apartamenty wielkopowierzchniowe z klimatyzacją, pięknym widokiem i miejscem parkingowym. Do koloru, do wyboru. Niewątpliwym minusem jest to, że niestety oferta jest szeroka, jeśli chodzi o duże miasta, im mniejsze tym trudniej coś znaleźć. Ale jeżeli planujecie się wybrać do jakiegoś wojewódzkiego miasta zachęcam do zapoznania się z ofertami mieszkań na wynajem krótkoterminowy. Ceny są porównywalne do hotelowych, a niekiedy przy odpowiednich parametrach (np. długości pobytu, czy rezerwacji z wyprzedzeniem) mogą być nawet znacznie niższe, przy nieporównywalnie większej wygodzie.



Jechałam tylko na trzy dni, do tego pogada zapowiadała się piękna, we Wrocławiu zapowiadano temperatury rzędu 30 st. C, więc odpadał problem pakowania gabarytowych, ciepłych rzeczy, kaloszy, czy kurtek. Jednak musiałam zabrać laptop, masę dokumentów i papierów, parę książek, które choć niegabarytowe koszmarne dodają tonażu ;). I niestety aparat zostawiłam w domu, całkowicie racjonalnie, ale w zupełnej niezgodzie z sercem, bo zdjęcia byłyby piękne, ale cóż, mam tylko te z telefonu. I musiałam zabrać rowerek biegowy, który do najporęczniejszych nie należy, a nie posiadałam też żadnej walizki, do której mogłabym go upchnąć ;). Wiedziałam jednak, że bez niego mogłabym się równie dobrze w ogóle nie ruszać z Warszawy, bo dziecię zaraz by przystawało przy każdym listku, kamyczku, patyczku, jęczało o bolących nogach, chciało zbadać każdą boczną uliczkę, czy kazało się nosić. Przy rowerku sprawa jest prosta, mogę wziąć rowerek w rękę, ale dziecka już nie dam rady, bo ośmiornicą nie jestem i dziecię z trudem, ale jednak akceptuje te matczyne ograniczenia, stwierdzając, że lepiej już jechać na jednośladzie, niż wlec się za matką. A konieczność eksploracji wszystkich podwórek, bocznych dróżek i ścieżek może nie znika, ale przebiega znacznie szybciej i sprawniej :).



Pozostała jeszcze kwestia środka transportu. Polecam Pendolino, co by nie mówić, w końcu komfort podróży pociągiem jest europejski. Czysto, wygodnie, a przede wszystkim szybko! 3,5h na trasie Wrocław-Warszawa. Przy każdym siedzeniu gniazdko, działające :), klimatyzacja, lampki do czytania, niezacinające się rolety w oknach, bardzo dobre wyciszenie i przemiła obsługa. Konduktor przy sprawdzaniu biletów, pytający się czy nie wyregulować klimatyzacji, bo może jest nam za zimno...? Takie rzeczy dzieją się już w Polsce. Przy siedzeniach czasopismo wydawane nakładem PKP, "W Podróży" oraz gazetka do rozwiązywania i kolorowania dla dzieci! To wszystko w wagonie bezprzedziałowym, w 2 klasie. Natomiast miejsce dla matki z dzieckiem to czteroosobowy przedział z ukrytymi stolikami w podłokietnikach, miejscem na bagaże zlokalizowanym pod fotelami i obok nich, tak by kobieta nie musiała ich dźwigać, próbując ulokować je na półeczkach nad głową, jak to zazwyczaj ma miejsce w innych składach PKP. Jedyny minus, fotele się nie rozkładają, a dziecko nie może się wyciągnąć na dwóch fotelach, bo rozdziela go wysoki podłokietnik. Koszty dla małych dzieci też nie takie straszne, bo dzieci do lat czterech jeżdżą za darmo, a osoba dorosła otrzymuje 30% zniżkę na bilet rodzinny. Orzeczenie o niepełnosprawności uprawnia do zniżek tylko w momencie podróży na terapię, turnusy rehabilitacyjne czy wizytę lekarza, na co trzeba mieć stosowny dokument potwierdzający takie zdarzenie (np. zaświadczenie od lekarza).



A sam Wrocław... No cóż, moje ukochane miasto, z sercem, atmosferą, ale przede wszystkim przepełnione wspomnieniami. Trzy dni, tylko tyle mieliśmy, przedpołudnia spędzane na załatwianiu spraw moich, popołudnia na odkrywanie miasta z synem. Odświeżenie starych tras, o tu chodziliśmy na zakupy, tu mieszkaliśmy, tu był nasz balkon, tu chodziliśmy do parku. Wstąpienie do niegdyś pobliskiej cukierni na ciacho, zakup wody w zaprzyjaźnionym sklepiku pod dawnym domem, spacer w tak dobrze znanym parku, gdzie syn trenował swoje pierwsze chwiejne kroki i obiad w lokalnej pizzerii, która robi najlepszy sos pomidorowy. A ponadto Wrocław by night (w wersji z dzieckiem do 22 ;) ), czyli miasto, które nigdy nie zasypia. Rynek i okoliczne uliczki wypełnione ludźmi, ogródki kawiarniane tętniące gwarem i śmiechem. Pokazy streetowców, iluzjonistów, mimów, muzyków, kapel, tańce z ogniem. Spacery deptakami wzdłuż Odry, magicznie odbijającej iluminacje mostów, podświetlenia zabytków, w tle majaczące wieże katedry. Poszukiwania ukrytych w całym mieście krasnali, znaku rozpoznawczego stolicy Dolnego Śląska.

I ogród zoologiczny, jedyny w Polsce całkowicie sprywatyzowany, w którym mimo stosunkowo wysokiej ceny biletów (40 zł bilet normalny, 30 zł ulgowy, w czwartki osoby z orzeczeniem i opiekun mogą nabyć bilety za 10 zł), nie mam poczucia przepłacenia. Widać inwestycje, rozbudowę i nowe aranżacje. Jedyny mankament dla mnie to niemożność korzystania na terenie zoo z rowerka biegowego, czy hulajnogi. Co jest o tyle bezsensem, że już trójkołowe rowerki do pchania są dozwolone.

Dziecko wróciło wykończone, dochodziło do siebie dwa dni. Ale chyba szczęśliwe, skoro dzisiaj wyjeżdżając na zakupy pytało się, czy pojedziemy do "wewrocławia" :). A ja zaczynam kombinować, jak i kiedy wyrwać się na kolejną wyprawę, tylko może już tym razem wyłącznie dla przyjemności, i w nieco wolniejszym tempie. Może Śląsk, Trójmiasto lub Lubelszczyzna... Zobaczymy :).

Follow my blog with Bloglovin

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz