wtorek, 18 października 2016

Metoda opcji, czyli o programie Son-Rise


Temat rzeka, długo się do niego zbierałam i układałam myśli w głowie. Jedna z najpopularniejszych form terapii niedyrektywnych (celem takiej terapii jest nawiązanie kontaktu z dzieckiem i skupienie się na budowaniu relacji, a nie rozwijanie umiejętności poznawczych). Książki dotyczące tej metody szeroko polecane i komentowane na forach, stronach tematycznych oraz grupach pomocowych. Metoda na pewno przełomowa w swoim czasie. Na pewno warto się z nią zapoznać. Na pewno może zmienić wiele w podejściu do dziecka. Na pewno jeden z tych programów wytłumaczonych prostym, zrozumiałym językiem bez zacięcia naukowego. Ale...


Zacznijmy od podstaw, czyli,

Założenia:

Fundamentem leżącym u podstaw programu Son-Rise jest założenie, że każde dziecko ma możliwości do nieograniczonego rozwoju, a sam autyzm nie jest traktowany jako zaburzenie zachowania, ale jako zaburzenie relacji społecznych. Na tej podstawie rozwija się całe spektrum pozostałych problemów, takich jak: komunikacja, stereotypie, brak kontaktu wzrokowego, uciekanie we własny świat, itd. I to rodzice są najlepszymi i najważniejszymi terapeutami w życiu swojego dziecka, ale do tego jest niezbędne ich pozytywne nastawienie i wiara w możliwości własnego dziecka do pełnego rozwoju.



Podstawowe zasady programu Son-Rise:

1. Dołączanie - uczestniczenie w stereotypowych zabawach, czy czynnościach dziecka, szczerze tym się ciesząc i próbując spojrzeć na te aktywności z punktu widzenia małego człowieka.

2. Skupienie się na działaniach terapeutycznych w następującej kolejności:
  • kontakt wzrokowy i komunikacja niewerbalna
  • komunikacja werbalna
  • czas skupienia dziecka na wspólnym działaniu
  • rozwijanie elastyczności
3. Zasada trzech E - Energia, Ekscytacja i Entuzjazm - tym powinno się cechować wspólne działanie z dzieckiem. Nieistotne czy dziecko po raz pierwszy powiedziało "mama", czy też może wspólnie ułożyliście po raz setny te same puzzle.

4. Celebracja - świętowanie każdego sukcesu, ale co ważniejsze także każdej podjętej próby ze strony dziecka, również tej nieudanej.

5. Pokój zabaw - wydzielona przestrzeń zamknięta, ideałem jest oddzielny pokój, bez niepotrzebnych bodźców i rozproszeń, w pastelowych barwach ze ściśle wybranymi zabawkami, znajdującymi się poza zasięgiem dziecka. Pomieszczenie, w którym dziecko ma się czuć bezpiecznie, a Ty nie musisz walczyć z nim o kontrolę, mówiąc mu czego nie może robić.

6. Zachęcenie do zastosowania diety w autyzmie - czyli 3xbez, bezglutenowo, bezmlecznie, bezcukrowo, a także zostaje wspomniana m.in. dieta specyficznych węglowodanów SCD, czy podobna GAPS (wyeliminowanie poza wcześniej wspomnianymi, także: ziemniaków, soi, czy ryżu).

Moje uwagi, czyli dlaczego mam "ALE":

1. Autyzm jest traktowany, jako choroba, z której można wyjść, a sam autor - Raun Kaufman - jest przykładem takiego wyzdrowienia. Może dla niektórych to tylko nazewnictwo, ale dla mnie o tyle istotne, że taki przekaz jest wysyłany dalej w społeczeństwo, do rodziców, terapeutów, lekarzy: autyzm=choroba, wyjście z autyzmu=wyzdrowienie. Moim zdaniem autyzm to zaburzenie rozwoju, doprecyzowując nieharmonijny rozwój. Jeżeli wyrównamy deficyty, popracujemy nad słabymi stronami i będziemy rozwijać mocne, to autyzm nie zniknie, tylko będzie inaczej się przejawiał. Wiecie to tak jak z osobami leworęcznymi, jeżeli nauczymy je pisać prawą ręką to nie znaczy, że staną się praworęczne. I żeby było jasne, nie zarzucam Autorowi kłamstwa, wierzę, że może on się czuć "normalny", ale może on sam nie dostrzega tych drobnych niuansów, które świadczą o nieco jednak odmiennym przebiegu jego procesów myślowych...

2. Powyższą tezę potwierdzałaby również przytoczona historia Bartka, która jest podana jako przykład "wyzdrowienia" z autyzmu dzięki programowi Son-Rise, ale z naszego polskiego podwórka i słowa mamy, które padają na zakończenie: "(...) Gdy w wolnych chwilach rozmawiamy na różne tematy, jestem ciekawa tego, co myśli, bo jego punkt widzenia jest naprawdę inspirujący (...)". Od razu zrodziło mi się pytanie, dlaczego punkt widzenia 6-latka jest tak często inspirujący dla dorosłej kobiety? Może to kwestia łatwości wybiegania poza schematy, innego spojrzenia na dane zagadnienie, innych dróg procesowania, tak charakterystycznych dla sposobu przetwarzania informacji przez mózg osób ze spektrum?


3. Budowanie i utrwalanie fałszywego obrazu dziecka ze spektrum, jako tego zamkniętego w swoim świecie, bez kontaktu, w tej słynnej szklanej kuli, do której mamy się dostać, by nawiązać relację z dzieckiem. Niestety, albo i stety, coraz więcej dzieci jest diagnozowanych ze spektrum zaburzeń, które nijak się mają do tak kreowanego wizerunku. Rodzice takich dzieci za późno dostrzegają problem lub za późno otrzymują diagnozę, odbijając się przez wiele lat od drzwi do drzwi, co kosztuje wiele niepotrzebnych stresów, siwych włosów, a może i straconych szans...

4. Język książki, który po prostu mi osobiście nie odpowiada. Izmowanie, celebracje, intensywna energia czy dołączanie zgrzyta mi w uszach ;). Nie mówiąc już o  stylu w jakim napisana jest książka, nieustannie, podczas lektury kolejnych stron, kojarząca się ze szkoleniem Amway-owym lub wykładem głoszonym przez guru, jakiejś sekty. Podkreślam, to moje prywatne zdanie. Na pewno lekturze nie można odmówić pozytywnego spojrzenia i bardzo optymistycznego przesłania oraz zastrzyku dobrej energii.

5. Pokój zabaw i czas spędzony na szczegółowo zaplanowanej terapii i kolejnych działaniach, moim zdaniem nie do zrealizowania w wielu polskich domach. Wymaga całkowitego poświęcenia się jednego członka rodziny, najczęściej matki, terapii dziecka. A przecież jest rodzeństwo, jest mąż, jest praca zawodowa, są ograniczenia mieszkalne, jest codzienne życie. Jestem bardzo sceptycznie nastawiona do takiej rewolucji w życiu całej rodziny i odsunięciu wszystkiego i wszystkich na boczny tor na długie miesiące, a nawet lata. Tym bardziej, że uważam, że można wiele z tych założeń zrealizować bez konieczności przyjęcia tak ascetycznego planu działania. A sukcesy wcale nie muszą być mniejsze.

6. Dieta. Temat rzeka, którego teraz nie będę rozwijać. Nadmienię tylko, że jestem za zdrowym jedzeniem, za czytaniem etykiet i zwracaniem uwagi na to, co podaje się dziecku, ale z uwagi na zdrowy rozsądek i ogólną świadomość. Jestem za dietą ze wskazań medycznych. W końcu mój syn jest alergikiem, też był na diecie bezmlecznej i bezglutenowej ponad połowę swego życia, a cukier rozsądnie ograniczam do dziś. Nie podoba mi się bezrefleksyjne zachęcanie rodziców do różnego rodzaju, nieraz bardzo restrykcyjnych, diet i leczenia biomedycznego, które jest już oddziaływaniem medycznym i może nieść za sobą groźne następstwa. Tym bardziej, że biologia autyzmu to także neurokogniwistyka, psychologia kliniczna, neurobrazowanie, procesy biochemiczne na poziomie komórkowym (np. neuroprzekaźniki), genetyka, schorzenia współtowarzyszące, choroby metaboliczne i wiele, wiele innych nawet nie zasygnalizowanych w rozdziale poświęconym podstawom biologicznym spektrum autyzmu.



Czy mimo wszystko warto? Tak!

Mimo wszystkich wyżej wymienionych aspektów, uważam, że po książkę naprawdę warto sięgnąć. Zwłaszcza na początku drogi z oswajaniem autyzmu. Lub w momencie, w którym czujemy, że utknęliśmy w ślepym zaułku i nikt nam nie może pomóc. Podstawowe filary programu Son-Rise są bliskie moim wewnętrznym przekonaniom, a co ważniejsze rzeczywiście się sprawdzają. Pojawiają się już publikacje naukowe potwierdzające skuteczność tej metody terapeutycznej. Zasady są sensowne, logiczne, poparte wieloma przykładami z życia i trafnymi analogiami, obrazującymi omawiane koncepcje (ach to myślenie wizualne Raun'a Kaufman'a ;) ). Szczególnie polecam uwadze rozdziały poświęcone trudnym emocjom (złości, histerii) oraz rozwojowi elastyczności (dlaczego jest ważna, i co praca nad jej zwiększeniem warunkuje). Filozofia oraz nastawienie tak optymistyczne i pełne wiary w osoby ze spektrum jest tym, czego mi brakuje w wielu programach i terapiach. I choćby tylko dlatego jest to program wart przyjrzeniu się bliżej.

W Polsce propagatorem idei i programu Son-Rise jest Fundacja Być Bliżej Siebie, organizująca również wyjazdy szkoleniowe do USA dla rodziców.

3 komentarze:

  1. Od dwóch tygodni stosuję u mojej córki (4 lata i 9 miesięcy) dietę ograniczającą gluten, mleko i cukier. Dieta nie jest restrykcyjna bo co trzy dni jest dopuszczalny dzień wolności, w którym córka może jeść wyżej wymienione produkty. Są zauważalne zmiany. Wychowawczyni w klubie powiedziała, że Hania w widoczny sposób rozwija się, między innymi zaczęła samodzielnie chodzić do toalety (do tej pory odmawiała korzystania z toalety w przedszkolu, choć w domu korzystała). Ja również zaobserwowałąm w tym czasie znaczący postęp w komunikacji oraz relacjach, tak jakby dziecko odblokowało się. Nie uważam także żeby poświęcenie dziecku 2 godzin w ciągu dnia na zabawę było jakimś znaczącym problemem. Wszystko jest kwestią organizacji. Do zabawy można również włączyć innych członków rodziny. Samotnie wychowuję trójkę dzieci. Mamy do dyspozycji 2 pokoje. Zorganizowałam małej kącik w moim pokoju. Jest niezwykle z tego zadowolona i chętnie tam przebywa. Kącik ten, tylko dla niej sprawia, że częściej podejmuje zabawę zamiast np oglądać filmy.

    OdpowiedzUsuń