czwartek, 13 października 2016

Skupmy się na przyczynie, a nie skutku - m.in. o odpieluchowaniu


Rozwój to proces. A spektrum autyzmu to zaburzenie rozwoju. Tym samym nie ma metod idealnych, uniwersalnych i natychmiastowych. Wydaje mi się, że często o tym zapominamy, chcąc widzieć rezultaty od razu. Często pytamy, co zrobić, żeby dziecko przestało gryźć, bić, czy chodzić na palcach. Jakie techniki zastosować, by dziecko nie histeryzowało, czy nie trzepotało rękami? Niestety stosunkowo rzadko pada pytanie "Dlaczego...?" dziecko zachowuje się w ten sposób. A to jest podstawa jakiegokolwiek działania, jeżeli nie zrozumiemy przyczyny, będziemy tylko maskować "objawy".


Rozwój jest procesem długotrwałym, eklektycznym, a przede wszystkim naturalnym. Wszystkie dzieci się rozwijają, tylko, każde ma swoją własną, indywidualną ścieżkę. Jeżeli jednak droga rozwojowa dziecka zaczyna za stromo piąć się pod górę, jeżeli coraz więcej na niej przeszkód i ślepych ścieżek, musimy pomóc. Zachowanie w swoim pierwotnym wyrazie nie jest wyuczonym, czy narzuconym odgórnie zbiorem zasad, tylko manifestacją i środkiem wyrazu dziecka.

Spójrzmy na małe dzieci, noworodki, niemowlęta. W dzisiejszych czasach nikt już nie mówi (a przynajmniej mam taką nadzieję), że niemowlę płacze, bo jest rozpuszczone i szantażuje rodzica. Ono wyraża swój dyskomfort. A uważny rodzic szuka przyczyny, czy to może głód, ból, czy zimno, a może potrzeba przytulenia lub lęk przed nieznanym albo przerażającym, z jakiegoś powodu, bodźcem. Płacz małego dziecka jest biologicznym wołaniem o pomoc, gdy mały człowiek nie posiada jeszcze narzędzi komunikacyjnych do bardziej precyzyjnego wyrażenia się. Musimy się dostroić do dziecka, wsłuchać w nie, poznać, by zrozumieć i adekwatnie zareagować.

Przenieśmy teraz te spostrzeżenia na dzieci ze spektrum. Metrykalnie, 3-, 5-, czy 10-latków, ale rozwojowo na jakim etapie faktycznie są? Czy niekomunikujący się, niewyodrębniający z otoczenia ludzi, jako najważniejszego podmiotu, 5-latek w stanie histerii nie jest, w pewnych obszarach, na poziomie kilkumiesięczniaka? Bo pamiętajmy spektrum autyzmu to nie brak rozwoju, tylko nieharmonijny rozwój. Czyli ruchowo może być sprawny, zaczyna dostrzegać związki przyczynowo-skutkowe, ale na poziomie przedmiotowym, nie przenosi tego na ludzi. Czy możemy mu przypisać złe intencje? A czy przypisalibyśmy, te same, złe intencje płaczącemu niemowlakowi?



Każdy z nas w nieco odmienny sposób odbiera i przetwarza bodźce, co jest uwarunkowane biologicznie. Na to nakłada się jeszcze wzorzec kulturowy, w jakim wzrastamy i nasze przeżyte doświadczenia. Jeżeli male dziecko zaczyna trzepotać rękami w stanie ekscytacji to nie jest to wyraz niedostosowania się społecznego, tylko manifestacja konkretnej emocji. Dopiero w kolejnym kroku, my nadajemy temu wyraz i wartość społeczną (akceptacja/niezrozumienie/odrzucenie).

Co z tego wynika? Zdecydowaną większość problemów, możemy doraźnie rozwiązać. Czyli dziecko krzyczy, zatykając sobie uszy, by zamaskować nieprzyjemny, czy wręcz bolesny dla niego dźwięk, jak np. dźwięk suszarki do rąk w publicznej toalecie. W takiej sytuacji rozwiązaniem natychmiastowym jest wyjście z łazienki, a w dalszej kolejności unikanie źródła nieprzyjaznych dla naszego dziecka hałasów. Jeżeli dziecko histerią zareaguje na próbę zmiany planów, jaką jest wstąpienie w drodze z przedszkola do pobliskiej piekarni po chleb, w danej chwili możemy zrezygnować z tych zakupów i wrócić prosto do domu. Kryzys zażegnany. Ale tylko pozornie, bo działamy powierzchownie, reagujemy na przejawy problemów, nie docierając do ich źródła.

Tymczasem objawy będą się nasilać, bo naturalną koleją rzeczy, będzie pogłębianie się dysharmonii wraz z rozwojem naszego dziecka. To tak jak z utrwaleniem nieprawidłowej sylwetki ciała przy chodzeniu. Im wcześniej zaczniemy działać z ortopedą, czy fizjoterapeutą, tym będzie łatwiej. Jednak wraz z wiekiem, coś na początku stosunkowo łatwego do skorygowania, może skończyć się nawet operacyjnie (przy np. różnych skrzywieniach kręgosłupa). Analogicznie braki, czy zaburzenia na wcześniejszych etapach rozwoju będą rzutowały, lub nawet hamowały, dalsze procesy poznawcze oraz nabywane umiejętności. Jeżeli nie umiemy przyszyć guzika, to raczej nie wykonamy własnoręcznie sukni wieczorowej. Jeżeli nie opanujemy podstawowych zadań arytmetycznych, to nie mamy co przechodzić do matematyki wyższej. Jeżeli nie znamy liter, to nie przeczytamy książki.

Musimy działać u podstaw i tam szukać przyczyny. Tak jest na przykład z odpieluchowaniem. Jasne, możemy uczyć dziecko warunkowaniem, zaczerpniętym z systemu kija i marchewki, czy nawet samym wzmacnianiem, za pomocą nagród. Tylko w pewnym wieku, problem z "treningiem czystości" (sama nazwa już jest wymowna), bardzo często nie wynika z nieodpowiedniej metody, czy złej woli dziecka, tylko na przykład jest wywołany przez:
  • Problemy natury medycznej/fizjologicznej, 
  • Problemy na tle SI - dziecko np. nie czuje parcia w związku z zaburzeniem czucia głębokiego, a sensorycznie ciepły strumień moczu może być nawet przyjemnym doznaniem, zwłaszcza dla dziecka z podwrażliwością,
  • Problemy na tle relacyjnym i samoświadomości - jeżeli dziecko nie ma poczucia odrębności od matki (tak jak noworodki i niemowlęta) i traktuje ją jako uwspólniony, wszechwiedzący byt (teoria umysłu), to po co przekazywać informacje o czymkolwiek, skoro ona wie to samo, co ja?
  • Problemy z komunikacją - jeżeli nie widzi sensu w komunikacji lub nie ma odpowiedniego narzędzia, to po co (lub jak) informować o czymś, tak mało istotnym jak pełen pęcherz.
  • Problemy z funkcjonowaniem społecznych - jeżeli nie rozumie umów i kontekstów społecznych, to jak ma pojąć coś tak abstrakcyjnego jak to, że pampers lub mokre spodnie u 7-latka "nie wypadają".
Przy wyżej zasygnalizowanych problemach, nie wystarczy wcisnąć guzik sprawczy on/off, bo takiego nie ma. Więc przy odpieluchowywaniu pytanie nie powinno brzmieć "Jak nauczyć dziecko korzystania z toalety?" (po, zakładam, wielokrotnych i bezowocnych próbach) tylko "Dlaczego dziecko nie korzysta z toalety/nie sygnalizuje potrzeb fizjologicznych?".

W trudnych zachowaniach, nie szukajmy winnych, tylko obiektywnej przyczyny. I spróbujmy zrozumieć mechanizmy, które rządzą naszym dzieckiem. Bardzo często niezależnie od niego, albo nawet wbrew jego świadomej woli.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz