wtorek, 15 listopada 2016

Problem z KUPĄ cz. 2 - książki oswajające temat


Temat zaliczany do tabu. Odpieluchowanie, nocnik, trening czystości - to tak, tu można nawet się pochwalić. Ale rozmowy o... kupie? No jak to tak. Brzydkie, śmierdzi i zawstydza. A jeszcze dziecko milion razy dziennie pyta: "czy mucha robi kupę?", "a gdzie ten Pan idzie, czy on chce kupę?", "a czy koń robi kupę, a gdzie?", "mamo idziesz do toalety, bo chcesz kupę czy siku?", itd... I to wszędzie, w zoo, w sklepie, w restauracji, na ulicy.  Jeśli jednak tematyka jeszcze Was nie odstraszyła to uprzedzenia odkładamy na bok, zatykamy nosy i zapraszam do lektury, jak radzimy sobie z tymi nietypowymi zainteresowaniami dziecka.

poniedziałek, 14 listopada 2016

Problem z KUPĄ cz. 1 - o niezręcznych sytuacjach językowo-społecznych


W życiu chyba każdego przedszkolaka przychodzi moment, gdy odkrywa radość kryjącą się za brzydkimi wyrazami. Nie, nie przekleństwami, bo wobec stosunkowo łatwo się określić. Tylko słowami powszechnie nieakceptowanymi społecznie, bo poruszających temat ludzkich wydalin: bąki, kupa, siku, gile, etc. Naprawdę, nie wiem dlaczego, ale chłopcy wiodą w tym prym także przez następne lata swego dzieciństwa. No przecież, to przednia zabawa powiedzieć do kolegi "masz kupę na głowie" - no boki zrywać ;). Tylko problem jest w tym, że dzieci w normie rozwojowej łapią niuanse społeczne w mig i wiedzą, kiedy tego tematu jednak nie poruszać. Co innego jednak z dziećmi ze spektrum. One nie uczą się instynktownie, że to co uchodzi w gronie rówieśników, jest nieakceptowalne w autobusie, czy na imieninach u Cioci Eli.

środa, 9 listopada 2016

Musisz być silna! Dasz radę! - Nie, nie musisz...


Macierzyństwo jest piękne. Rodzicielstwo jest wspaniałą przygodą. Mobilizuje, uczy i uwrażliwia. Kochamy nasze dzieci ponad życie. Wszystko podporządkowujemy najmłodszym w rodzinie. To uwarunkowania biologiczne, człowieczeństwo i kultura społeczna. Gdy pojawia się problem, wyzwanie, zaburzenia, czy choroba mobilizujemy siły jeszcze bardziej. Już nie dajemy z siebie 200%, tylko 1000%. Nasze własne cele, marzenia i samorealizację odsuwamy na dalszy plan. Świadomie, lub nie. Bo najmłodsze w stadzie bez nas nie przetrwa. Bo taki jest cel świadomego rodzicielstwa. Dopóki się w tym nie zatracimy. Dopóki nie zaczniemy się kręcić w miejscu. Dopóki nie zacznie nas zjadać depresja, brak sił i motywacji. Dopóki nie stracimy z oczu męża, rodziny i własnego szczęścia.