poniedziałek, 14 listopada 2016

Problem z KUPĄ cz. 1 - o niezręcznych sytuacjach językowo-społecznych


W życiu chyba każdego przedszkolaka przychodzi moment, gdy odkrywa radość kryjącą się za brzydkimi wyrazami. Nie, nie przekleństwami, bo wobec stosunkowo łatwo się określić. Tylko słowami powszechnie nieakceptowanymi społecznie, bo poruszających temat ludzkich wydalin: bąki, kupa, siku, gile, etc. Naprawdę, nie wiem dlaczego, ale chłopcy wiodą w tym prym także przez następne lata swego dzieciństwa. No przecież, to przednia zabawa powiedzieć do kolegi "masz kupę na głowie" - no boki zrywać ;). Tylko problem jest w tym, że dzieci w normie rozwojowej łapią niuanse społeczne w mig i wiedzą, kiedy tego tematu jednak nie poruszać. Co innego jednak z dziećmi ze spektrum. One nie uczą się instynktownie, że to co uchodzi w gronie rówieśników, jest nieakceptowalne w autobusie, czy na imieninach u Cioci Eli.


Jedziemy zatłoczonym tramwajem:
- Kupa pupa - mówi syn uśmiechając się do mnie łobuzersko
- Kochanie, nie mówimy w ten sposób, bo inni ludzie nie chcą słuchać w tramwaju o kupie.
- Ale ja lubię mówić "kupa" - mówi syn z rozżaleniem.
- Ale inni nie lubią słuchać.
- To brzydkie słowo?
- Hmm, tak, w tramwaju to brzydkie słowo.
Mija kilka chwil, rozmowa potoczyła się w innym kierunku, po czym ja wygłaszam następującą uwagę:
- Tak Kochanie, 4 lata to już kuuuupa lat.
- Mamo! Powiedziałaś brzydkie słowo!
Szach i mat...

Słowo "kupa" niepostrzeżenie wdarło się do naszego życia codziennego i rozmów na każdy temat. Były już układane proste rymowanki, nucone piosenki na jej temat i jest to słowo-wytrych na każdą sytuację, której syn nie lubi, czy o której nie chce mówić. Mam też świadomość, że nie kryją się za tym złe intencje, on nie chce nikogo obrazić i nie myśli o tym, jakie emocje wzbudza w odbiorcy. Co więcej, jak czuje poklask to go tylko utwierdza w tym, że fajny ten wyraz. I syn naprawdę lubi to słowo - jakkolwiek to brzmi - podoba mu się jego wypowiadanie, mam czasem wrażenie, że w myślach dopieszcza je i wynosi na piedestał. To także forma słownej stymulacji, która pozwala się wyciszyć, uspokoić i drogą na skróty, dać również ujście niechcianym emocjom. A niechcianym, bo trudnym. Łatwiej powiedzieć "kupa", niż zastanowić się dlaczego chcemy powiedzieć ten wyraz, nazwać uczucia i przeanalizować pobudki, jakie nami kierują. Podobnie robimy my - dorośli. Zdecydowanie łatwiej nam trzasnąć drzwiami i się obrazić, niż przemyśleć i spróbować porozmawiać.

- Jak było w przedszkolu, synku?
- Kupa, lupa, pupa - mam za swoje, idiotyczne, ogólne pytanie, równie idiotyczna odpowiedź.

Jak tu łatwo zrezygnować z tego określenia, skoro spełnia tak wiele różnorakich funkcji? Pozwala wzbudzić podziw rówieśników, i w jakiś sposób zaistnieć w grupie. Można schować się za nim, zamiast roztrząsać i rozwiązywać trudniejsze emocjonalnie problemy. Jest autostymulantem, można nucić na jego temat, bawić się słowotwórczo, nawet nie do końca świadomie.

Dochodzi do tego jego dwuznaczna forma. O ile przedszkolakowi, można jasno przekazać komunikat, że przekleństw nie życzymy sobie w domu, o tyle "kupa"... No właśnie, może przecież być użyte, jako synonim słowa "góra czegoś" - bardzo wiele. No i jednak, kupa jest normalnym słowem, które w odpowiednich sytuacjach wręcz powinno być wypowiedziane. Czyli nie możemy go bezlitośnie piętnować, by jednak dziecko miało swobodę komunikowania swoich potrzeb fizjologicznych. Lub, żebyśmy my mieli możliwość porozmawiania o tym, dlaczego właściciel powinien sprzątać po swoim psie, gdy czyścimy zabrudzone buty ;).

To słowo i trudności związane z nim w naszym życiu, idealnie obrazują to, co powtarzam wielokrotnie - nie możemy uczyć dzieci, że świat jest czarno-biały, bo on zwyczajnie taki nie jest. Ostatnio jednak czuć już wiatr zmian i "kupa" powoli ustępuje nowości przyniesionej z przedszkola - "Pistolet!" - mimo wszystko łatwiejszego do przełknięcia w strefie publicznej. Nieodmiennie jednak przy niektórych dialogach z Synem Idealnym przypomina mi się odmiana starej podwórkowej zabawy słownej pt. "Pomidor" (ciekawa jestem, kto z Was kojarzy? :) ). Aby taka zmiana była możliwa, to "kupa" musiała stracić swoją magiczną moc, oraz przyszło zrozumienie pewnych sytuacji społecznych.

Jak wybrnęliśmy z impasu?



Przede wszystkim tłumaczyć, mówić i odpowiadać logicznie, zamiast unikać, czy karcić, czyli:

- Kochanie, w co bawiłeś się dzisiaj w przedszkolu?
- Kupa.
- Chcesz kupę?
- Nieee...
- To nie mów tak, proszę, bo nie rozumiem, o czym mówisz.


- Synku, będziesz jadł pomidorową na obiad?
- Kupa - siupa...
- Chcesz kupę? To idź Kochanie do toalety.
- Nieee...
- To nie rozumiem, więc podgrzeję chyba tą pomidorową...
- Nie! Nie chcę!
- No to kochanie, musisz mi powiedzieć, bo jak mówisz słowa bez sensu, to ja nie wiem o co Tobie chodzi. Ok, czyli tylko drugie danie?
- Tak! Kotlecika, z kluskami i buraczki! :)
- No i super :)


Syn w ferworze zabawy, z łaskotkami i przewalankami, rzuca do mnie:
- Kupa!
- Kochanie, no to ja się z Tobą nie bawię, nie chcę, żebyś tak do mnie mówił! Jest mi przykro...
- Nieee, mamo, ale jak tak na siebie powiedziałem - Syn Idealny próbuje ratować sytuację kombinacjami wymyślanymi na poczekaniu.
- Kochanie, ale Ty jesteś moim synkiem i strasznie Ciebie kocham i nie chcę, żebyś nawet na siebie tak mówił.
- Ale ja lubię!
- A czy lubisz kupę?
- Tak!
- A ona ładnie pachnie i fajnie wygląda? - przypominam, że syn ma nadwrażliwość węchową :)
- Nieee... Fuj!
- No widzisz, właśnie dlatego nie chcę, żebyś o sobie mówił, jak o takiej brzydkiej, śmierdzącej rzeczy.

Jesteśmy w restauracji:
- Synku, co będziesz jadł, chcesz łososia?
- Kupa.
- Kochanie, po pierwsze jesteśmy w restauracji i ludzie tu jedzą, i nie chcą słuchać o rzeczach, które brzydko pachną, czy wyglądają. Co więcej kelner może nas wyprosić z restauracji, jak będziemy przeszkadzać innym.

Naprawdę takie tłumaczenie odnosi swój skutek. Trzeba jednak być równie monotematycznym, upartym i momentami schematycznym, jak nasze dziecko. Syn zaczyna się coraz częściej pilnować. Niewiarygodne, ale jednak możliwe - czterolatek ze spektrum autyzmu potrafi pomyśleć zanim powie (i to pomyśleć o innych!) i już nawet w trakcie wypowiadania zmienia znaczenie wymawianego wyrazu:

- Kuuuu...łko! 
:D

A co nam jeszcze bardzo ułatwiło, a także przyspieszyło, oswojenie oraz odczarowanie tematu, poruszę w drugiej części wpisu.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz