niedziela, 24 lutego 2019

Uścisk słonia, czyli o regulacji emocjonalnej



Wieczór, dzień jak co dzień. Syn wychodzi spod prysznica, cały poddenerwowany, emocje po całym dniu skumulowane. Znam ten stan nieukierunkowanej energii, która wyrywa się na zewnątrz każdym porem jego skóry, która powoduje metaforyczne odbijanie się od sufitu, która często prowadzi do implozji.



- Mamo, przytul!
Otulam ręcznikiem i przytulam.
- Mocniej, mamo, przytul mnie tak mocno jak słoń.
- Kochanie, ale boję się, że Ci zrobię krzywdę.
- Mamo, nie martw się, mam mocne kości.
Ok, obejmuję i przytulam, ściskając przy tym mocno. Czuję jak syn cały się napina. I krzyczy. Razem z tym dźwiękiem, moim zewnętrznym uściskiem i jego wewnętrznym napięciem wszystkich mięśni, ulatują te nienazwane i nieokiełznane emocje, rozedrganie, przebodźcowanie. Syn odzyskuje równowagę i z łazienki wychodzi spokojny, wyciszony chłopiec, który wtulony we mnie, słucha wieczornej bajki usypiając w połowie.

Jestem dumna z syna. Tak bardzo szuka rozwiązania, korzysta z różnych narzędzi, samodzielnie dobiera i wypracowuje strategię, a przede wszystkim komunikuje to co się z nim dzieje. Jestem też dumna z siebie, że daję mu na to przestrzeń, że czuje się przy mnie bezpiecznie, że żadna prośba, nawet najbardziej absurdalna, czy kontrowersyjna nie zostanie zignorowana. Co nie znaczy, że każda jest zrealizowana, ale na pewno każda jest wysłuchana.

Dzieci przychodząc na świat komunikują się. Komunikują się emocjami i sposobem ich wyrażania. Wraz z rozwojem stopniowo poszerzają repertuar doświadczanych uczuć, wychodzą poza te podstawowe, jak złość, strach, czy radość. Pojawiają się emocje złożone, mieszane, wtórne. Jaka jest ich rola?
Komunikacyjna - boję się, pomóż mi.
Informacyjna - boję się, wykryłem zagrożenie.
Motywacyjna - boję się, trzeba walczyć lub uciekać.

Co z tym mogą zrobić? Początkowo niewiele. To my opiekunowie regulujemy ich stan pobudzenia. Przytulamy, uspokajamy, reagujemy, odzwierciedlamy. One tego jeszcze nie potrafią, będą się tego uczyć - tak jak my - całe życie. Metodą prób i błędów szukają dróg najlepiej dla siebie sprawdzających się w obniżeniu odczuwanego napięcia. Tak, jak my. Gdy jest nam źle mamy cały wachlarz różnych zachowań: dzwonimy do bliskiej osoby, uciekamy się do odwracania swojej uwagi, płaczemy, zamieniamy jedną emocję na inną (np. smutek na złość), rozmawiamy, sięgamy po towarzystwo, albo alkohol lub czekoladę, zakopujemy się w łóżku, puszczamy ulubiony film, idziemy pobiegać, modlimy się i wiele, wiele innych. Regulujemy się. Napięcie spada, emocja przemija. Czasem pozostawia po sobie określony nastrój, czasem pewien stan fizyczny.

A osoby w spektrum? Przy próbie wyrażania swoich emocji otrzymują komunikat zwrotny od otoczenia:
- to co czujesz nie jest ważne
- nie czujesz tak jak ja uważam, że powinieneś czuć
- jakie czucie, to jest zachowanie, a nie emocja
- nie nazywasz, tzn, że nie czujesz
- możesz czuć tylko "dobre" emocje, trudne są zakazane
- nie możesz się złościć
- nie możesz płakać
- nie możesz się bać
- jak Ty się zachowujesz?!
- nie zawstydzaj mnie!
- ...

Jaki jest rezultat? Mamy dorosłych ludzi. Przerażonych, zagubionych, którzy tak długo próbowali sprostać oczekiwaniom otoczenia, że już nie potrafią określić, co tak naprawdę oni sami czują. Nie mają wypracowanych strategii, nie mają narzędzi. A co się dzieje z emocjami, kiedy nie potrafimy ich zrozumieć i z nimi współpracować? Kiedy im zaprzeczamy, spychamy? Znikają? Nie. Przestają spełniać swoje adaptacyjne funkcje, a zaczynają być zagrożeniem samym w sobie, wrogiem, nieprzewidywalnym, atakującym, wyczerpującym. Stan organizmu w wiecznym pogotowiu do wykrywania zagrożeń, bo pobudzenie nie wiadomo czy za chwilę nie przerodzi się w obezwładniający sztorm, który zmiata i niszczy. Tworzy się samospełniająca się przepowiednia, im bardziej boję się, tym bardziej jestem wyczulony na zagrożenia. W stanie relaksu z równowagi może nas wytrącić jedynie bardzo mocny bodziec. W stanie pełnym gotowości do walki reagujemy na przelatującą muchę z nieproporcjonalnym wyczuleniem.

Ludzie tworzą umysłowe reprezentacje emocji już na najwcześniejszych etapach życia, obserwując, doświadczając i dzieląc się nimi. I to najbliższe osoby muszą i powinny być dostępne i otwarte na te sygnały. W spektrum autyzmu może być to trudniejsze. Zwłaszcza z perspektywy powszechnie panującej tendencji w terapiach, aby analizować wszystko w kategoriach zachowania. I to zachowania modyfikować, kierować nimi i dopasowywać do oczekiwań wszystkich dookoła. Poza samym zainteresowanym, który te zachowania przejawia. Czy zachowania zawsze są zgodne z intencją nimi kierującą? No właśnie w tym problem, że absolutnie nie. To my interpretujemy je z punktu widzenia obserwatora, narzucając swój punkt widzenia, jakże często zupełnie niezgodny ze stanem odczuwanym przez daną osobę. Do czego to prowadzi? Do katastrofalnych skutków. Nieumiejętności rozpoznawania swoich własnych stanów wewnętrznych, podważania ich istotności i wagi, zaprzeczaniu własnym emocjom. Dalsze rezultaty? Zwiększona podatność na PTSD, w wyniku nadużyć międzyludzkich, rozprzestrzenienie depresji rzędu 70% w populacji osób w spektrum, myśli i tendencje samobójcze, liczne zachowania autodestrukcyjne, jak samouszkodzenia, czy podatność na uzależnienia, zaburzenia lękowe, zaburzenia somatyczne (w ostrym stresie układ immunologiczny szaleje), a przy utrwalonym nieprawidłowych reakcjach ze strony środowiska ukształtowane zaburzenia opozycyjno-buntownicze mogą przejść w zaburzenia zachowania. Nasza reakcja? Jeszcze większe wymagania, rosnąca kontrola, odbieranie "przywilejów", dozowana pozytywna uwaga i coś tak elementarnego i przynależnego każdemu człowiekowi jak pełna szacunku podmiotowość. Człowiek nie ma narzędzi do samoregulacji, ale wymagania odnośnie samokontroli rosną i rosną.

Co możemy zrobić?
Słuchać.
Obserwować.
Dać przestrzeń i czas.
Być dostępnym.
Skorzystać z profesjonalnej pomocy dla siebie.
Dopuścić możliwość własnych błędów.
Wybaczyć sobie.
Przytulić siebie.

A przede wszystkim próbować zrozumieć siebie.
Bez zrozumienia siebie, nie będziemy potrafili zrozumieć drugiego człowieka.

Te słowa kieruję do wszystkich - rodziców, terapeutów, specjalistów, jak i przede wszystkich samych osób w spektrum.
Masz prawo czuć, to co czujesz!
Pierwszy krok do regulacji emocjonalnej to określenie własnych uczuć, emocji i ich uprawomocnienie. Masz prawo być rozzłoszczony! Masz prawo być przygnębiony! Masz prawo być nieszczęśliwy! Masz prawo się bać! Masz brawo się cieszyć! Masz prawo być dumny! ...

Masz prawo czuć!


P.S.
Pracuję z rodzinami, dziećmi i dorosłymi stacjonarnie w Warszawie, ale również są możliwe konsultacje on-line. Czasem jestem tłumaczem, czasem przewodnikiem, a niekiedy detektywem w świecie, gdzie spektrum spotyka się z NT, czyli w świecie pełnym neuroróżnorodności. Nie zmieniam człowieka w spektrum, tylko pomagam otoczeniu i bliskim zrozumieć czym ten autyzm jest. Jak czasem niewielkie zmiany mogą mieć kolosalne znaczenie. A samemu człowiekowi staram się pomóc zapewnić optymalne warunki, by mógł ujawnić pełnię swojego potencjału. Skupiam się na emocjach i komunikacji, bo to podstawa naszego życia społecznego. Zapraszam serdecznie do kontaktu przez mail: autyzmidealny@gmail.com

Pozdrawiam ciepło - Wanda Kwaterniak - Terapeuta

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz